Obudziłam się w swoim ogromnym miękkim łóżeczku, spojrzałam na sufit, ale oczy strasznie mnie bolały więc z powrotem je zamknęłam. Leżałam tak jakieś 20 minut, kiedy usłyszałam krzyk mamy, zerwałam się z łóżka i zbiegłam po schodach do salonu, o mało nie wybijając sobie zębów. Mama stała na środku i krzyczała przez telefon.
-Nie dzwoń , mówiłam ci zostaw nas w spokoju!- mówiąc to trzęsła się. Odłożyła telefon i siadła na kanapie chowając twarz w dłoniach. Bez zastanowienia usiadłam obok niej i mocno ja przytuliłam.
-Wszystko będzie dobrze mamo- powiedziałam gładząc ją po ramieniu
-Wiem skarbie- przytuliła mnie jeszcze mocniej niż ja ją.
-Dobrze, koniec smutków, leć się przebrać a ja zrobię śniadanie.- uśmiechnęła się do mnie, choć wiedziałam że trudno jej to przyszło. Ja odwzajemniłam uśmiech i pobiegłam do pokoju. Pościeliłam ładnie łóżko, umyłam się, przeprałam i rozpakowałam część rzeczy do dużej białej szafy. Zeszłam do kuchni i poczułam wspaniały zapach naleśników. Siadłam przy stole i zaczęłam jeść swoją porcję.
-Dziękuję mamo- powiedziałam gdy skończyłam jeść
Mama uśmiechnęła się tylko serdecznie.
-Masz na dzisiaj jakieś plany??- zapytała zapierając mój talerz do mycia.
-Właściwie to nie, pójdę chyba do Ellie, sama nie wiem czy będzie mi się chciało.
-A może odwiedzisz nowe liceum i złożysz dokumenty, będziesz miała to z głowy?
-Pewnie, mogę iść.
-Ja wychodzę do pracy a ty odpocznij trochę. Dokumenty są w drugiej szufladzie komody. Musisz też jechać do starej szkoły po kilka innych. Poradzisz sobie- zapytała z troska
-Jasne dziękuję
-To ja się zbieram, tu masz swoje klucze, jakbyś wróciła wcześniej, w razie potrzeby dzwoń, a pieniądze masz u siebie na szafce- podeszła do mnie , cmoknęła mnie w policzek i wyszła z domu.
Nalałam do szklanki soku pomarańczowego i usiadłam na kanapie włączając kreskówki. Strasznie mi się nudziło, a ponieważ była już 9 postanowiłam jechać do szkoły po resztę dokumentów. Wzięłam wszystko co było mi potrzebne i ruszyłam na autobus, czekała mnie długa droga tym środkiem komunikacji. Kupiłam bilet u kierowcy i ruszyłam w upatrzone miejsce. Po około godzinie dotarłam na drugi koniec miasta do mojego liceum. Weszłam do środka i odebrałam dokumenty Gdy siedziałam już w drodze powrotnej w autobusie wyciągnęłam telefon, który głośno mnie wzywał. Chwyciłam za niego i odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
-Nency!
-El
-Dlaczego mi to robisz??, przecież dobrze wiesz że i tak będę dzwonić.
-El zaraz u ciebie będę wszystko ci wyjaśnię
-Dobra czekam
-Pa
Po krótkiej rozmowie wysiadłam z autobusu kierując się w stronę domu przyjaciółki. Kidy stałam już przed drzwiami przełknęłam ślinę. W końcu odważyłam się nacisnąć na dzwonek. Usłyszałam kroki i chwilę po tym drzwi się otworzyły, a za nimi ujrzałam mamę Ellie.
-O dzień dobry Nency, słońce wejdź
-Dzień dobry- odpowiedziałam z uśmiechem
-Ellie jest u siebie, ja muszę lecieć, bawcie sie dobrze- pocałowała mnie w policzek i minęłyśmy się w drzwiach. Rodzice Ellie traktowali mnie jak swoją córkę, za co bardzo ich kochałam. Weszłam po schodach do pokoju przyjaciółki, stanęłam przed drzwiami i powtórzyłam czynność z przed drzwi wejściowych. Zapukałam delikatnie.
-Proszę
-Hej- weszłam do pokoju, zamykając za sobą drzwi . Usiadłam na brzegu łóżka i patrzyłam się na El, która siedziała z laptopem na kolanach.
-Co ty wyprawiasz co??
-Przepraszam- pochyliłam głowę, ale nie mogłam wytrzymać i łzy same zaczęły mi lecieć. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać. Poczułam tylko, jak najdroższa mi osoba obejmuje mnie i mocno przytula do siebie.
-Przepraszam wiem jak ci ciężko Powstrzymałam lecące łzy, by choć na chwilkę spojrzeć na przyjaciółkę.
-Dziękuję ci że zawsze mogę na ciebie liczyć.
-Zawsze Nenc
Opowiedziałam jej o nowym domu i o tym jak zostawiłyśmy ojca, oraz o nowej szkole. Postanowiłyśmy razem wybrać się złożyć dokumenty. Wyszłyśmy razem z domu, kierując sie w stronę mojej nowej szkoły. Sam budynek prezentował się dobrze, w środku liceum było nowocześnie urządzone. Skierowałyśmy się od razu do recepcji, gdzie złożyłam dokumenty. Wymknęłyśmy razem przed dzwonkiem na przerwę, aby uniknąć spotkań z uczniami. Byłybyśmy wtedy największą atrakcją.
-Muszę wracać do domu- powiedziała nagle Ellie
-Dlaczego??
-Ojciec przywozi Katy z przedszkola i będę musiała się nią zająć , bo on wraca do pracy.
-Ok, ale spotkamy się jutro prawda??
-Jasne rodzice wyjeżdżają z małą na miesiąc na wakacje, na pewno z nimi nie pojadę więc będę miała spokój.
-To do zobaczenia- cmoknęłyśmy się w policzki i obydwie odeszłyśmy w swoje strony. Ja stałam na pasach, a El siadła na przystanku i czekała na autobus. Pomachałam jej jeszcze i akurat włączyło się zielone światło. Ruszyłam po pasach na drugą stronę ulicy, gdy nagle usłyszałam głośny pisk opon, spojrzałam w prawi i ujrzałam czarnego Rang rovera, samochód otarł się o mnie, lecz z taką siłą, że wylądowałam na asfalcie z ogromnym bólem. Po chwili nade mną stanęła postać , krzyczała do mnie, ale ja nie mogłam wydusić z siebie słowa. Czułam tylko przeraźliwy ból, na całym ciele.
**********************************************************************************
Otworzyłam delikatnie oczy, lecz po chwili zamknęłam je przez rażące światło. Czuła straszny ból , który przenikał przez moja głowę i całe ciało. Po długich próbach w końcu udało mi się otworzyć oczy. Rozejrzałam się dokładnie po pokoju w którym się znajdowałam. Leżałam w szpitalnej sali,obok mojego łózka siedział chłopak, miał jasne blond włosy. smukła twarz i błękitne jak ocean oczy. Wpatrywałam się w niego, lecz po chwili musiałam się odezwać.
-Kim jesteś??- zadałam krótkie pytanie, na co on jakby się ocknął.
-Jestem Niall- odpowiedział po chwili
-Dlaczego siedzisz obok mnie?
-Potrąciłem cię na pasach.
-Dlaczego tu przyszedłeś?
-Chciałem cię przeprosić.
-Dlaczego
-Nie możesz ze mną normalnie porozmawiać, tylko musisz zadawać mi milion tych samych beznadziejnych pytań- zapytał lekko poirytowany
-Mogę
-Jak się czujesz?
-Nie jest tak źle, bywało gorzej. W tym momencie zbliżył się do mnie i dotknął mojej reki, syknęłam z bólu, na co on wyraźnie się przestraszył.
Odwrócił moją rękę i ukazał się ogromny siniak wielkości jabłka.
-Co to jest- zapytał z przejęciem w oczach
-Nic takiego, uderzyłam się tylko- odwróciłam głowę w stronę okna, by nie zobaczył że uroniłam kilka łez.
-Kto ci to zrobił
-Mówiłam że się uderzyłam
-Nency kto ci to zrobił?
-Skąd znasz moje imię- zapytałam odwracając się w jego stronę.
-Kto ci to zrobił- powtórzył kolejny raz
-Ojciec- rozpłakałam się na dobre, chłopak nic nie odpowiedział tylko wyszedł z sali. Nie wiedziałam o co mu chodziło. Prawie godzinę później do pomieszczenia weszła moja mama i przyjaciółka. Wyściskały mnie jakbym miała umierać.
-Mamo, co to był za chłopak??- zapytałam mając w głowie jego niebieskie oczy.
-To on prowadził samochód, potrącił cię na pasach. Miły chłopak, ale strasznie skryty, koniecznie chciał tu przyjść.
-Jak się czujesz- wtrąciła Ellie
-W porządku- odpowiedziałam na odczepkę myśląc ciągle o niebieskookim chłopaku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz